Wywiad z Karoliną Motylewską

Zapraszam do wywiadu z Karoliną Motylewską: dziennikarką, modelką, cudowną osobą i wspaniałą matką. O tym jak budować swoje własne szczęście, o rodzinie.

Magda: Karolino cieszę się, że udało Ci się znaleźć czas na rozmowę ze mną. Tym bardziej, że jesteś aktywną mamą i zapracowaną kobietą sukcesu. Dziękuję, że dołączyłaś do mojego projektu Family Power, którego ideą jest hasło Janusza Korczaka „Wnieś się na poziom dziecka”. Czy mogłabyś nam opowiedzieć, jak to jest u Ciebie? Jak wygląda Wasza moc rodzinna?

Karolina: Witam Ciebie Magdaleno bardzo serdecznie. Jest mi niezmiernie miło, że mogę gościć Cię, w moich skromnych progach i wierzę, że to pierwsze, ale nie ostatnie nasze spotkanie. Generalnie, jeśli chodzi o moc rodzinną to wydaje mi się, że naszą największą siłą jest miłość. Miłość do dziecka i do rodziny w moim przypadku jest bezgraniczna. Moi rodzice od dziecka wpoili mi, że rodzina jest najważniejsza, choć muszę przyznać, że kiedyś nawet mi to trochę przeszkadzało. Wszystkie święta, wszystkie urodziny i imieniny musieliśmy spędzać razem. Mając naście lat nie do końca byłam z tego zadowolona. Moje koleżanki gdzieś wychodziły, a ja zazwyczaj towarzyszyłam rodzicom w tych tak zwanych „spędach” rodzinnych (śmiech). Teraz już wiem, że to co mi przekazali jest największą wartością. Pragnę, aby moja rodzina zawsze była razem, byśmy mogli na siebie liczyć i się wspierać. Oczywiście do tego wszystkiego jest potrzebna miłość, więc tak myślę, że to jest sekret naszej rodziny.

Magda: Karolino, Ty bardzo dużo pracujesz. Pomimo mnogości zajęć znajdujesz czas dla syna, a do tego zawsze pięknie wyglądasz, jesteś uśmiechnięta i promieniejesz szczęściem. Powiedz proszę, jak Ty to robisz?

Karolina: Odpowiedź jest bardzo prosta, im mam więcej zajęć, tym mam więcej czasu. Tak to u mnie wygląda. Już zdarzyło mi się niejednokrotnie zaobserwować, że jak miałam wolny dzień, którego sobie wcześniej nie zaplanowałam, to często wychodziło na to, że do godziny 16 chodziliśmy w pidżamach (śmiech). To też jest fajne, bo tak zwane dni pidżamowe, też są nam potrzebne.
Tak, prawdą jest, że mam bardzo dużo zajęć, ale jestem osobą, która jest dość dobrze zorganizowana. Oliś jest całym moim światem. W momencie, kiedy zostałam mamą ten czas stał się dla mnie niezwykle cenny i każdą wolną chwilę staram się poświęcić synkowi, bo on naprawdę mi to wynagradza. Często przychodzi do mnie i mówi, że jestem jego najukochańszą mamusią i księżniczką, a on jest moim rycerzem. To jest tak niesamowite uczucie, że czasami staram się rezygnować z zaplanowanych rzeczy tylko po to, aby znaleźć dla niego czas. Bardzo lubimy spędzać wolne chwile aktywnie. U nas to się tak podzieliło, że mój mąż lubi z Olisiem budować zamki z kloców, składać kolejki, ja natomiast uwielbiam spacerować np. do zoo, wyjeżdżać gdzieś, aby rzeczywiście aktywnie spędzać ten czas. Oczywiście często wyjeżdżamy wszyscy razem, bowiem wakacje w niepełnym gronie się nie sprawdzają, ponieważ bardzo za sobą tęsknimy. Wracając do pytania, to tak, jestem prawie zawsze uśmiechnięta. Wiele od życia dostałam dobrego i staram się tą radością dzielić z innymi, angażować w projekty, gdzie można pomóc ludziom, którzy tyle tego szczęścia nie dostali. Dzięki temu czuję niezwykłą radość oraz spokój. Nie chodzi tylko o dobre uczynki. Niestety w dzisiejszych czasach jest bardzo mało dobrych, pomocnych ludzi, jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w swoje priorytety, że zapominamy o tym, co dzieje się wokoło. Kiedyś ludzie mogli w większym stopniu na siebie liczyć. Teraz wydaje mi się, że im bardziej źle się komuś dzieje, tym ludzie bardziej się z tego cieszą, to mnie po prostu przeraża. Ludzie są skupieni tylko i wyłącznie na sobie, nie maja tej radości życia, nie potrafią cieszyć się z małych drobiazgów, które tak naprawdę są wielkie. To, że mamy zdrowe dzieci, rodzinę i jesteśmy szczęśliwi, to jest powód do ogromnej radości, a ludzie niestety tego nie doceniają.

Magda: Zgadzam się z Tobą, w swoim otoczeniu widzę, że dużo problemów rodzi się ze strachu przed oceną innych. Brak czasu dla siebie, niezaspokojone potrzeby, powodują frustrację. Cieszę się, że Ty doskonale sobie z tym radzisz. Doszły mnie słuchy, że zapisałaś się na lekcję szycia. To jest fantastyczny pomysł, ciekawa jestem jak na niego wpadłaś? Przecież do tego wszystkiego jesteś w zaawansowanej ciąży.

Karolina: Tak, zapisałam się na kurs szycia, który daje mi bardzo dużo satysfakcji. W mojej rodzinie wiele osób ma zdolności manualne, a ja zawsze uważałam siebie za taką czarną owcę. Czułam, że tak po prostu musi być. Mój tata przepięknie gra na pianinie i jest naprawdę niezwykłym talentem muzycznym, a mój dziadek malował obrazy. Ja przez długi czas nie mogłam w sobie odnaleźć tego rodzinnego talentu i byłam zaskoczona, że jak to mogło trafić na mnie (śmiech). Przecież na pewno coś potrafię. Muszę dodać, że uwielbiam pracę, przy której widzę efekty. Dlatego nie lubię sprzątać, bo jak wiesz sprzątanie po dzieciach nie daje żadnych efektów. Po chwili i tak będzie brudno (śmiech). Za to uwielbiam gotowanie, ponieważ przynosi ono efekty w postaci dobrego posiłku. Wracając do szycia, tak naprawdę to nigdy nie zastanawiałam się jak coś zostało stworzone. Oczywiście chodziłam po sklepach, oglądałam i przymierzałam sukienki czy płaszcze, ale nie specjalnie interesowało mnie, jaki był proces samego ich tworzenia. Dopiero niedawno zaczęło mnie zastanawiać kto i jak stworzył dane ubranie. Poznałam cudownego człowieka Piotra Ciepało, który teraz stał się moim przyjacielem, takim moim „guru”, jeśli chodzi o krawiectwo. Z dnia na dzień potrafi uszyć mi suknie na galę, od tak. Zaczęło mi się to niezwykle podobać. Wiadomo, że nie jestem na takim etapie, żeby szyć suknie balowe, ale pomyślałam, że fajnym sposobem na rozładowanie emocji może być właśnie szycie. Byłam niesamowicie zaskoczona jak pięknie wyszły mi uszyte przeze mnie rzeczy. Cudowny był również podziw mojego męża, gdy przyniosłam własnoręcznie uszytą bluzkę i zobaczyłam w jego oczach dumę i radość. Zapisałam się więc na kolejny kurs i nie wykluczam, że może w tym kierunku będę się jeszcze dokształcać. Na razie jestem na etapie szycia ubranek dla Oliviera i dla mojej przyszłej córeczki. Sprawia mi to ogromną radość, tym bardziej że tworzę coś unikatowego, bowiem w sklepach czasami trudno znaleźć fajne ubranka dla naszych pociech. Oliś jest dość niewymiarowy jak na swój wiek, wysoki i chudy. Ciężko było nam dobrać spodnie, tak aby były zarówno dobre w pasie jak i odpowiednie na długość. W takim przypadku szycie to naprawdę dobry pomysł. Do tego Oliś jest zakochany po uszy w ubraniach uszytych przez mamę. Muszę powiedzieć, że jest to bardzo motywujące.

Magda: Chciałabym Cię jeszcze zapytać o Twoją edukację macierzyńską. Gdy dziecko przychodzi na świat, to brak „instrukcji obsługi” powoduje, że często jesteśmy zmuszeni czerpać wiedzę rodzicielską z różnych źródeł. Polegasz na swojej intuicji, czy jednak szukasz informacji w Internecie a może wybierasz jakieś konkretne metody?

Karolina: Muszę przyznać nieskromnie, że Olivier był i jest niesamowicie grzecznym dzieckiem. Od samego początku nie miałam z nim najmniejszych problemów. Dlatego teraz zastanawiam się jak to będzie z córeczką (śmiech), podobno z drugim dzieckiem jest na odwrót. Tak więc nic straconego, na pewno poznam całe „uroki” macierzyństwa. Choć może trafi się, że malutka również będzie grzeczna. Trzymam za to mocno kciuki (uśmiech). Olivier był aż tak grzecznym i spokojnym dzieckiem, że czasami, aż mi się nudziło. Cały czas spał, budził się tylko na karmienie. Nie miał w ogóle kolek i świetnie się rozwijał. U nas w diecie królował rosół, na którym świetnie się rozwijał.  Mąż codziennie gotował taki przepyszny rosołek, w którym przecież odżywcze wartości były obecne. Olisiowi nic nie dolegało, więc byłam pewna, że wszystko co potrzebne do jego rozwoju, dieta mu zapewnia. Też nie było tak, że kładłam się o 22 i wstawałam o 8 rano. W nocy trzeba było go nakarmić, przewinąć. Tutaj muszę dodać, że bardzo pomógł mi mój mąż. Wspierała mnie również moja mama i to od niej najwięcej się dowiedziałam. Tak myślę, że poradniki na tyle by mi nie pomogły. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć przecież, jaki będzie nasz maluch. Wiadomo, że jeżeli dziecko jest bezproblemowe, daje nam się wyspać, które nie ma tych kolek, to na pewno jest nam łatwiej. Muszę więc przyznać, że miałam dużo szczęścia. Czasami korzystałam z forum internetowego poświęconego mamom. Głównie zadawałam pytania, gdy coś mnie niepokoiło bądź chciałam się w jakiejś sprawie poradzić. Tak naprawdę uważam, że my sami powinniśmy przetestować i wyrobić sobie opinię, bo nikt za nas tego nie zrobi. Dzieci są różne, jednemu będzie pasować takie mleko, innemu ten słoiczek, trzeciemu pasuje jeszcze coś innego. W wychowaniu przede wszystkim trzeba mieć sporo cierpliwości, aczkolwiek ja nie mogę powiedzieć, że jestem idealną mamą. Jak każdemu, mi również zdarzają się gorsze dni. Jednakże ta miłość do dziecka, to co ono wprowadza do domu, tego nie da się opisać słowami. Problemy, które kiedyś wydawały mi się ogromne, teraz właściwie są nieistotne. Mam Oliviera, cudowną rodzinę i wydaję mi się, że tak to powinno funkcjonować.

Magda: Super, a powiedz proszę, jak wyglądają Twoje zabawy z Olivierem? Czy zanim on się pojawił, lubiłaś dzieci? Miałaś z nimi jakikolwiek kontakt?

Karolina: Jeśli chodzi o dzieci w naszej rodzinie, to nie było ich wiele. Moja praca również była na tyle specyficzna, że nie miałam z nimi kontaktu. Jako jedynaczka muszę przyznać, że nie miałam w sobie pokładów miłości do maluchów, bo po prostu mnie nie otaczały. Moje koleżanki, również dopiero teraz zaczęły decydować się na powiększenie rodziny i tak naprawdę dzieci były mi zupełnie obojętne. W momencie, kiedy zostałam mamą, wszystko się zmieniło. Zaczęłam poznawać dużo innych mam, przez to i dzieci stały mi się bliższe. Jeśli chodzi o zabawę, to tak jak wspominałam wcześniej, te role u nas się podzieliły. Oczywiście Olivier bardzo lubi się ze mną bawić, ale ja wolę zabrać go na zajęcia, na ciekawy spacer. Lubimy bawić się w chowanego, w berka. Z tatą nawiązał taką więź i to z nim buduje klocki, jeżdżą razem kolejką. Ja czasem próbuję wejść do tego ich męskiego świata, ale widzę, że to jest niesamowita męska ekipa, do której lepiej się nie wtrącać (śmiech), do tego mają oczywiście też swoje sekrety. Dzisiaj na przykład przygotowali mi wspaniałe śniadanie w tajemnicy przede mną. Tworzą taki team, cudowna relacja jest między nimi.

Magda: Czy zastanawialiście się z Piotrem jak będzie wyglądać edukacja Waszych dzieci? Świat się bardzo zmienia, idzie do przodu i niestety dzisiejsza nauka wcale nie przygotowuje dzieci do życia.  Wyższe studia, nie dają gwarancji pracy w zawodzie, w ogóle jakiegokolwiek zatrudnienia. Dlatego pytam, czy staracie się odnaleźć talenty Olisia, żeby mógł się w danym kierunku rozwijać? Czy bardziej chcecie, aby poszedł tą tradycyjną ścieżką edukacji i zobaczyć jak to się będzie rozwijało? Pytam o to, ponieważ m.in.: misją Family Power, jest edukowanie dzieci pod względem komunikacji. Uważam, że komunikacja jako nauka powinna być wprowadzona w szkołach w programie podstawowym.

Karolina: Tak, zgadzam się z Tobą. Na pewno nie chciałabym, aby Oliś chodził do szkoły i robił wszystko tak jak nakazuje program. Z własnego doświadczenia wiem, że każdy ma inne predyspozycje. Ja na przykład miałam większe zdolności humanistyczne aniżeli matematyczne. Matematyka generalnie nie sprawiała mi specjalnej radości. Dlatego bardzo chciałabym, aby zarówno Oliś jak i przyszła córeczka mogli odnaleźć w nauce elementy, które są dla nich inspirujące, twórcze i ciekawe.

Magda: Karolino, chciałabym Cię teraz zapytać o metodę Helen Doron. Czy wiesz, że prowadzimy kursy Baby’s Best Star dla dzieci od 3 miesiąca życia? Co o tym myślisz?

Karolina: Oczywiście, że wiem i jestem niesamowicie szczęśliwa, że udało mi się znaleźć waszą szkołę, ponieważ większość innych placówek oczywiście oferowała zajęcia, ale dla starszych dzieci. Te które prowadzicie, na pewno są bardzo interesujące, pomagają zbliżyć mamę do dziecka, tym bardziej że jest to moment bardzo ważny w ich życiu. Jestem więc w 100% pewna, że jeszcze nas zobaczysz nie raz na tych zajęciach.

Magda: Wspaniale, bardzo się z tego cieszę. Powiedz proszę co myślisz o projekcie, który tworzę Family Power?

Karolina: Myślę, że jest to projekt, który pomoże na pewno wielu rodzicom. Niestety rodzice w dzisiejszym „szybkim” świecie często są zagubieni. Mając tak wspaniałych nauczycieli jacy są w Family Power to jestem w 100% przekonana, że ich relacje na pewno się poprawią, na pewno będą mocniejsze. Wszystkie zajęcia, które proponujecie, warsztaty na których będzie można malować światłem, jest to coś niezwykłego. Brakuje takich przedsięwzięć na rynku, ponieważ ja sama interesowałam się tym i wiem, że niestety mamy bardzo duże braki. Tak więc myślę, że pomysł na stworzenie tego typu grupy, zajęć jest strzałem w dziesiątkę. Liczę na to, że niejednokrotnie zaangażujesz mnie w jakieś fajne projekty i że razem stworzymy coś co pomoże rodzicom zbliżyć się do ich dzieci.

Magda: Karolino, dziękuję, na pewno tak będzie. Chciałam Cię zapytać, jakie są trzy najgorsze rzeczy związane z rolą mamy, jak jest u Ciebie?

Karolina: Najgorsze rzeczy związane z rolą mamy… Hmmm. Wydaje mi się, że jedną z najmniej przyjemnych rzeczy to przede wszystkim poranne wstawanie. Kładąc się późno, muszę liczyć się z tym, że nie będę mogła wstać o godzinie, która mi pasuje. Przy dziecku nie ma zmiłuj. Tak, to takie wstawanie w wyznaczonych przez dziecko porach jest trochę taką zmorą.

Kolejną, taką pseudo zmorą jest jedzenie słodyczy. Nie wiem czy też tak masz, ale ja mam tak, że chcąc zjeść coś słodkiego przy dziecku, jestem pogodzona z tym, że nie zdążę ugryźć. a już powinnam to schować. W innym przypadku zostaną mi… wyrwane (śmiech).

Trzecia najgorsza rzecz w byciu mamą chyba mnie jeszcze nie dotyczy tak sądzę.  Obawiam się jednak, że niedługo się pojawi i mam na myśli matematykę. Tak jak wcześniej wspomniałam jestem zdecydowanie umysłem humanistycznym i jak sobie pomyślę, że w przyszłości będę musiała pomagać swoim dzieciom to nie wiem, jak to będzie. Już teraz ogarnia mnie strach (śmiech).

Więc to są właśnie moje 3 zmory, bo generalnie macierzyństwo jest dla mnie wielką radością i większych problemów czy innych rzeczy, które spędzają mi sen z powiek to nie mam. Wierzę, że rodzice, którzy nas czytają również nie mają większych problemów, bo przecież macierzyństwo to sama radość.

Magda: Bardzo się cieszę i dziękuję Ci za zaproszenie do Twojego domu. Jestem szczęśliwa, że zgodziłaś się zostać ambasadorem Family Power. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za rozmowę.