Wywiad z TantraLove, czyli miłość i rodzina wg Zosi i Dawida Rzepeckich

Magda: Witam Was bardzo serdecznie. Cieszę się, że mogłam się z Wami spotkać i porozmawiać. Zosiu i Dawidzie, prowadzicie niezwykłe warsztaty Tantralove. Opowiedzcie proszę o swoim życiu, o swojej pracy, ponieważ nie dość, że spełniacie swoje marzenia to dodatkowo jesteście bardzo spójni w przekazywaniu tej wiedzy innym.

Dawid: Każdy z nas szuka swojego przepisu na szczęście i my również takiego poszukiwaliśmy. Przechodziliśmy przez różne ścieżki rozwoju osobistego. Oboje dosyć wcześnie zaczęliśmy szukać różnych rozwiązań i pomocy. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że po wielu latach doświadczeń zobaczyliśmy, że to co daje największe szczęście to zdrowe relacje międzyludzkie, czyli faktycznie bliskość między ludźmi. To, że jesteśmy w stanie ze sobą rozmawiać, komunikować się, powiedzieć czego potrzebujemy i że szanujemy swoją przestrzeń. Jest kilka rodzajów relacji. Relacje możemy mieć w pierwszej kolejności z samym sobą, później z partnerem, następnie z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Obserwując dookoła świat, mam wrażenie, że brakuje świadomości jak budować, wspierać i kształtować takie relacje. Dlatego cały ten rozwój osobisty, który przechodzimy, wszystkie szkolenia sprawiają, że łatwiej nam używać tych umiejętności do poprawy relacji ze sobą, partnerem czy ze społecznością. To daje rzeczywiste rezultaty i powoduje, że szczęście odczuwalne może być w bardzo wielu momentach naszego życia. To jest właśnie „clue” tego co robimy, co sprawiło, że się poświęciliśmy tej pracy. Przede wszystkim uzdrawiamy i dotykamy takich przestrzeni, do której tradycyjna psychologia nie zagląda. Poruszamy tematy związane z bliskością i seksualnością. Pokazujemy, że nawet komunikacja może być bardzo intymną przestrzenią, której nam zwykle brakuje.

Zosia: Ja też tak sobie myślę, że zauważyliśmy w swoim życiu, że to co dzieje się między nami, jaka jest między nami relacja, rzeczywiście wpływa na to, jak się ze sobą czujemy i jakie mamy relacje ze światem. Jest tak, że odkąd się poznaliśmy, ta nasza relacja stała się dla nas priorytetem. Widzimy, że rzeczywiście jest nam ze sobą dobrze, kiedy jesteśmy w kontakcie, w dotyku, w czułości, w przypływie energetycznym. Wtedy o wiele łatwiej jest nam zmagać się z różnymi wyzwaniami, które pojawiają się w życiu. Zawsze dbaliśmy o to, żeby być blisko i jeśli coś się dzieje, przychodzi czas, który nas „rozwibrowuje”, to czujemy, że powinniśmy szybko wrócić do siebie. Jeśli chodzi o pracę, to tak sobie myślę, że my tak naprawdę nie chcieliśmy tylko uczyć ludzi czym jest tantra, bo uczenie tantry to nie nasza droga. Pragnęliśmy dzielić się z ludźmi tym, jak być szczęśliwym ze sobą, jak pogłębiać tą naszą wewnętrzną intymność, bliskość, czułość, jak ze sobą rozmawiać wtedy, kiedy jest dobrze, ale również kiedy najmniej mamy ochotę na to, żeby być blisko. To na tym najbardziej chcieliśmy się skupić.  Nie robimy warsztatów tylko dla par, jednakże mamy poczucie, że pracując z parami tworzymy coś wyjątkowego. Możemy wtedy, tak w 100% dzielić się tym naszym doświadczeniem i narzędziami, które nie tylko u nas w związku działają i się sprawdzają. Czasami naprawdę nie trzeba wielkich rewolucji w życiu. Wystarczy tylko przypomnieć sobie o prostych rzeczach, jak na przykład bycie blisko, przytulenie się, które może naprawdę wiele zmienić.

Magda: Dziękuje, za te piękne słowa. Chciałabym zapytać Was teraz o Wasze Dzieci, bo jak wiadomo, spodziewacie się kolejnego a dokładniej trzeciej dziewczynki.

Dawid: Mojej trzeciej, naszej drugiej.

Magda: Jak zmieniło się wasze życie, gdy pojawiła się Gabrysia? Jak zmagacie się z problemami życia codziennego, biorąc pod uwagę fakt, że już niedługo na świat przyjdzie kolejny „Owoc” Waszej Miłości.

Zosia: Dużo mówiliśmy o tym, jak ważna jest dla nas bliskość i dbanie o siebie na co dzień. Obserwując świat, widzimy, jak pary bywają zabiegane w dzisiejszym życiu. Mają pracę, mnóstwo obowiązków i nie mają czasu na to by spotkać się razem, spotkać się z dzieckiem. Nie mają czasu by pomyśleć, jak zmienia się świat, kiedy pojawia się dziecko.  Tak sobie myślę, że dopiero wtedy jak pojawiła się Gabrysia w naszym życiu, to my mogliśmy tak fizycznie spotkać się z niektórymi wyzwaniami, o których mówiliśmy już wcześniej. Jak przez nie przechodzić i jak sobie z nimi radzić. To było wyjątkowe, bo mogliśmy praktykować to o czym mówiliśmy.

Dawid: Od samego początku daliśmy Gabrysi dużo przestrzeni życiowej i cieszymy się, że ona się w niej odnalazła. Uważamy, że każdy człowiek potrzebuje się rozwijać w ramach swojego potencjału. Oczywiście mamy świadomość granic i potrzeby budowania ich dla bezpieczeństwa dziecka, aby wiedziało i czuło, gdzie się coś zaczyna, a gdzie kończy. Jednoczenie nie chcemy jej ograniczać w jej eksperymentowaniu życia. To sprawiło, że naprawdę może wyrażać się tak, jak tego potrzebuje i doświadczać życia w pełni. Czasem jest to oczywiście na ścieżce kolizyjnej z naszymi potrzebami i wtedy dopiero zaczynają się ciekawe rzeczy dziać. Wierzymy, że każdy z nas kto przychodzi na świat jest wyposażony we wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by szczęśliwie żyć na Ziemi. Dalecy jesteśmy od takiego podejścia, jak to my byliśmy wychowywani, że dziecko jest niedoskonałym dorosłym i trzeba je szybko uformować, żeby wyglądało, zachowywało się i mówiło jak dorosły. My widzimy to kompletnie odwrotnie. Taka dorosłość jest raczej wynikiem kultury, różnych bierzących społecznych uwarunkowań. Potencjał zaś jest dużo starszy. Biorąc pod uwagę samą teorię ewolucji, każdy z nas ma wielki potencjał wiedzy, w swoim ciele, w swoich genach, w swoim instynkcie. Więc każdy z nas wie, jak przeżywać emocje, bo one są gdzieś głęboko ukryte w ciele. Każdy z nas wie, jakie ma potrzeby, nie tylko te mówiące nam, kiedy zjeść, napić się czy pójść spać. Dzieci również wiedzą instynktownie czego potrzebują do tego, żeby zdrowo się rozwijać. Nasze podejście jest więc takie, że pamiętamy zarówno o tym, że dziecko ma w sobie ten niesamowity potencjał wiedzy jak być szczęśliwe, słuchamy wyraźnie sygnałów jakie dziecko wysyła – czego potrzebuje, co mówi, jak się zachowuje, bo mamy poczucie, że mówi ono z głębi pewnej prawdy w sobie. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że przecież dziecko jest tylko dzieckiem i ono to wszystko potrzebuje zweryfikować w środowisku, w którym przyszło na świat. My jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni, aby to środowisko, w którym dziecko się rodzi było jak najbardziej sprzyjające, ale pokazujące również, jakie są realia życia. Tak, żeby wiedziało, że pewne rzeczy można, a pewnych nie można. Nie tylko my jesteśmy nauczycielami dla dzieci, ale to przede wszystkim dzieci są naszymi nauczycielami i to jest taka piękna rzecz. Często daję sobie taką przestrzeń, żeby się mylić i uczyć się od dziecka tego jak mam z nim być. To jest też takie moje odkrycie, bo tak jak wcześniej wspomniałem mam starszą córkę i wydawało mi się, że dzięki niej odkryłem pewien schemat sprawdzonych zachowań. Przecież jeśli moje teorie sprawdziły się z pierwszą córką, to przecież z drugą również powinny. Bardzo się myliłem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że każde dziecko jest inne, nawet jeśli stwarzamy podobne warunki. To daje mi dużą lekcję pokory wobec kolejnego dziecka. Przyjdzie czas, że zobaczymy jakie ono będzie, jakie lekcje nam da.

To stwarza taką niesamowitą przygodę w odkrywaniu kolejnego człowieka, który przychodzi z wiedzą prawie czterech miliardów lat ewolucji. Takiej czystej, jeszcze nie wyrzeźbionej kształtem dorosłego człowieka. Każde dziecko jest dla nas nauczycielem i pokazuje nam jak z nim być – z tym pojedynczym małym człowiekiem.  W jakiej być relacji, czego potrzebujemy od siebie nawzajem. Ważne jest, aby mieć czas by słuchać tego, co ono chce powiedzieć.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Zosi i Dawida Rzepeckich

Zosia: Tak… Taki motyw, który do mnie przychodzi nawiązując do tego co mówiłeś, że dzieci są po prostu doskonałymi mistrzami. Podobnie jak partner jest wspaniałym lustrem, mam poczucie, że dzieci tym bardziej mają to w sobie i mnóstwo się można od nich uczyć. To co mi przychodzi takiego pięknego, to jak dzieci potrafią być w pełni. To jest po prostu zachwycające, jak one potrafią całym sobą się cieszyć, coś przeżywać, robić coś bez żadnych zahamowań. Dziecko po prostu jest, wyraża to w pełni: ruchem, śmiechem, całym ciałem. Jak jest podekscytowane czy zainteresowane to widać od razu. Mnóstwo jest takich drobnych rzeczy, ale najważniejsze jest właśnie to bycie w pełni, w przeżywaniu, w takiej szczerości. To jest piękne! Najgorsze jest to, że czasami widzę w sobie zachowania swojej mamy czy swojego taty, których nigdy nie chciałam. Wydawało mi się, że już ich nie mam, bo z partnerem one mi się nie uruchamiają. Przychodzi jednak moment i pojawiają się te emocje, choć w głębi wiem, że nie chce tak reagować, że to wcale nie jest wspierające ani dla mnie, ani dla mojego dziecka.  Wtedy przychodzi czas, że zastanawiam się, gdzie się wszystkie moje umiejętności podziały, jak mam wyjść z danej sytuacji, kiedy w ogóle nie mam pomysłu na to, co teraz. To bywa trudne, ale tak sobie myślę, że jeśli jest w nas świadomość, że czasami będę się spotykała z takimi sytuacjami, to ja chcę się zatrzymać w takim momencie pooddychać chwilę i powiedzieć sobie, że ja nie wiem co mam w tym momencie zrobić. Może czasem powinnam się zatrzymać i właśnie nic nie zrobić, tak będzie lepiej. Wtedy na spokojnie to poukładać, może porozmawiać z partnerem i szukać rozwiązań wtedy, a nie pod wpływem emocji.

Dawid: Gdy jesteśmy w takim punkcie zawieszenia, dziecko często wysyła nam sygnały. To ono daje rozwiązania, może podpowiedzieć czego potrzebuje. Czy chce teraz się przytulić, czy może potrzebuje czegoś innego? Zawsze jest jakieś wyjście z danej sytuacji. Te odpowiedzi same się pojawiają, tylko to my potrzebujemy zejść ze swojego piedestału rodzica zatrzymać się i popatrzeć co się w tej chwili dzieje.

Zosia: Właśnie tak sobie myślę, z mojej perspektywy, że nie można się bać tego, że nie wiem co mam zrobić. Po prostu dochodzę do takiego miejsca, gdzie nie wiem co dalej i powinnam obserwować siebie, obserwować dziecko i po prostu uczyć się. Tak jak mówiłeś czasami okazuje się, że idealnie potrafię zareagować, a czasami są takie momenty, że jakoś wewnętrznie wiem, że można było inaczej.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Zosi i Dawida Rzepeckich

Dawid: Tak a propos o tym, co mówiłaś, że uruchamiają się w Tobie zachowania z dzieciństwa, to ja wczoraj miałem taki przykład z przedszkola, kiedy to pojechałem po Gabrysię. Ona kończyła zupkę, a ja usiadłem koło niej. Zostało jej na dnie dosłownie trzy łyżki i stwierdziła, że już nie będzie jadła, a ja na siłę chciałem, żeby dojadła. Wychodząc czułem wewnątrz coś nieprzyjemnego i dopiero chwile później uzmysłowiłem sobie, że powtórzyłem schemat mojej mamy – zjedz do końca, żeby się nie zmarnowało. Z drugiej strony, jeśli chcę, aby słuchała swojego ciała, żeby miała kontakt ze swoimi potrzebami to powinienem uszanować jej komunikaty. Tutaj coś zwyciężyło, jakiś nawyk. Spieszyliśmy się i w tym pośpiechu zareagowałem dokładnie tak, jak moja mama. W sumie niby nic się nie stało, ale właśnie to, że ją przekonywałem, jest pewnym powtarzaniem schematu, z którym ja nie do końca się zgadzam. Tak jak mówię, to był pośpiech, a w tych momentach pośpiechu często tracimy przytomność. Jest to dla mnie lekcja, żeby pamiętać o takich drobiazgach, bo to właśnie z takich drobiazgów składa się cały dzień, całe życie. Budujemy z nich rzeczywistość i one tworzą kontekst. Dziecko wchodzi w świat z tym potencjałem genetycznym jak być szczęśliwym, ale czy ono będzie szczęśliwe to już jest drugi temat. Bo my, albo dajemy szansę, aby ten potencjał się rozwinął albo nie.

Zosia: Nawiązując do takich codziennych sytuacji to mnie również przypomniało się, jak z Gabrysią miałam takie momenty, że jak ona coś robiła, bawiła się czymś, u mnie pojawiała się taka myśl, że pewnie zaraz to popsuje. Może podam jakiś przykład… Rysowała kredkami i te kredki jej się łamały, albo brudziły jej się paluszki i sobie myślałam, że przecież tego się tak nie robi i próbowałam ją namawiać, aby robiła to w inny sposób. Dopiero po chwili dochodziło do mnie, że to jest bez sensu. Przecież to są jej kredki, niech ona sobie rysuje jak chce, a nie, że ja jej będę dawać rady jak je powinna trzymać i co z nimi robić. Później przyszedłby taki czas, że biorąc kredkę do ręki byłaby zestresowana, bo nie wiedziałaby co ma z nią zrobić, zamiast po prostu brać i bazgrać po kartce tak jak chce. Czasami też łapałam się na tym, że jak Gabrysia się bawiła – to mnie do głowy przychodziły przeróżne myśli w stylu: nie baw się tym, przecież to nie służy do takiej zabawy. Przypomniało mi się właśnie, jak to mój tata mi tak powtarzał, że trzeba na wszystko uważać, tak aby nic się nie popsuło. Te zachowania, te myśli zauważyłam w relacji z Gabrysią. Gdy zaczynała się bawić jedzeniem powtarzałam, że jedzenie nie służy do zabawy. Dopiero po chwili docierało do mnie, że przecież ona zaczyna dopiero przygodę z jedzeniem. Niezwykłe jest to trzymanie jedzenia w ręku i bawienie się nim. To taka świadomość, że dzieci uczą się właśnie poprzez zabawę. Tak naprawdę, każdy z nas uczy się najlepiej przez zabawę. Chodzi przede wszystkim o to, żeby nie blokować w niej tego potencjału, tej chęci, tej radości poszukiwania, tylko zachęcać do tego.

Dawid: To jest właśnie taki ciekawy temat, że wszyscy rodzice pragną, aby dzieci były kreatywne, żeby same potrafiły rozwiązywać swoje problemy. Jednakże, jak one mają się tego nauczyć, skoro my mówimy im jak mają to wszystko zrobić? Często mamy gotowe recepty: nie, tego nie można robić w ten sposób, zrób to tak i tak. No dobrze, ale tylko pokazujemy jedną z dróg, której nauczyliśmy się my, a przecież w większości to właśnie ta umiejętność dziecka do poszukiwania swoich rozwiązań buduje ich kreatywność. Bo dziecko widzi, że po pierwsze nie ma złych rozwiązań tylko są różne możliwości, że w świecie jest ogrom alternatywnych dróg do osiągnięcia celu, nie tylko jedna, którą przekazał nam rodzic. Z jednej strony oczekujemy od dzieci, aby były kreatywne, a z drugiej nie dajemy im szansy na doświadczanie tej kreatywności, dając im gotowe rozwiązania. Muszę powiedzieć, że wielokrotnie z Gabrysią miałem takie doświadczenia, że ona chciała zrobić coś inaczej i ja już chciałem to skomentować w swój sposób i… odpuszczałem. Dawałem jej tą przestrzeń i ona nagle znajdowała kompletnie nowe rozwiązanie, które mnie zaskakiwało i w tym zachwycie przyznawałem jej rację, że zrobiła to lepiej, niż ja bym to uczynił. Myślę, że to jest istotny temat, ponieważ każdy z nas ma potencjał kreatywności, tylko często niewykorzystany.

Zosia: U większości dzieci przychodzi czas, że chcą wchodzić na zjeżdżalnie z drugiej strony. Ilu rodziców pozwala na to, a ilu mówi: „nie, tak się tego nie robi.” Później, tak jak Dawid mówił oczekujemy od dzieci kreatywnego podejścia do życia.

Dawid: Kreatywność polega właśnie na tym, że mamy otwarty umysł, jesteśmy otwarci na różne impulsy, które w danej chwili, w danym momencie się pojawiają i mamy odwagę, aby spróbować tych niesztampowych rozwiązań.  Najlepiej nawet nie wiedzieć jakie są te rozwiązania. Nawet Einstein powiedział „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi..” To jest troszkę tak, że dziecko jest takim małym geniuszem i kiedy mu wszystko podamy na tacy zamiast geniusza „tworzymy” rzemieślnika, który będzie tylko odtwarzał. Trochę to czarno-biało zabrzmiało, ale myślę, że jest to ważny aspekt. Dziecko ma chłonny umysł, który rozwija się w bardzo szybkim tempie.
To jest tak olbrzymi potencjał, co się dzieje w tej głowie, że z dnia na dzień możemy obserwować skoki rozwojowe. Taka obserwacja dziecka, jako zjawiska, które jest właśnie takim wybuchem kreatywności, jest jedną z najpiękniejszych chwil rodzicielstwa.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Zosi i Dawida Rzepeckich

Zosia: W rozmowie z Gabrysią czasami są momenty, gdy staram się nie odpowiadać jej, tak jak ja bym chciała. Bo zdaje sobie sprawę, że przedstawię jej to tak, jak ja to widzę. W takich chwilach staram się ją podpytywać, jak ona to widzi, co o tym myśli. To jest piękne, że ona też czuje, widzi po swojemu i stara mi się to przekazać. Ważne jest, aby umieć stwarzać taką przestrzeń dla dzieci w której możemy je poznawać i nie „psuć”, że tak powiem, zamiast wkładać im do głowy nasze gotowe rozwiązania, mądrości, którymi to my się kierujemy.

Magda: Bardzo ciekawe i mądre jest to co mówicie. Dziękuje Wam za to. Taka konkluzja mi się nasuwa „rodzicami nie jesteśmy, rodzicami się stajemy”. To co dla mnie jest takie wyraziste to fakt, że my bardzo odwzorowujemy zachowania, z czasów naszego wychowania, które nie zawsze były dobre. Myślę, że ważne, aby zwracać na to uwagę. Projekt Family Power tworzony jest w idei: „Wznieś się na poziom dziecka.” Jestem bardzo ciekawa co o nim myślicie?

Dawid: Każde przedsięwzięcie, którego założeniem jest, aby wnieść świadomość w relacje między dziećmi a rodzicami jest godne pochylenia się. Bardzo mało jest takich rzeczy, a potrzeba jest olbrzymia, tylko jeszcze dużo osób sobie tego nie uświadamia. Ewentualnie wielu rodziców w pewnym momencie odczuwa w sobie chęć pogłębienia relacji między nim, a dzieckiem, ale myśli sobie, że przecież wychowanie, to jest coś oczywistego, samo się dzieje. Ktoś nas wychował, to i my kogoś wychowamy. Nie ma tej odwagi poszukiwania nowych rozwiązań. Jak Ty opowiadasz o Family Power to brzmi to bardzo Power! Jest w tym mnóstwo energii. To co mnie przyciąga to balans między psychologią – jej znajomością a bezpośrednim doświadczeniem ciała i kontaktu z dzieckiem. Teoria z praktyką się łączy, a rodzice będą mieć czas, aby bardziej świadomie spędzać go razem. Trzymamy kciuki, bo to jest bardzo potrzebne. Wierzę w to, że my pokoleniowo, możemy zmienić ten świat.  Potrzebujemy wyciągnąć wnioski z przeszłości i zainwestować je w przyszłość, w nasze relacje z dziećmi.

Zosia: Ja też sobie myślę o tym, że często rodzice chcą coś zmienić w relacjach z dziećmi, widzą, że po pracy maja za mało czasu. Chcą go jakoś bardziej jakościowo spędzić, ale to co jest problemem, to fakt, że nie wiedzą co mogą zrobić i tutaj wracają do punktu wyjścia. Nie wiemy co zrobić, więc zostaje tak jak jest, a przez to nic się nie zmienia. Myślę, że Family Power, warsztaty, na których rodzice z dziećmi wspólnie są, jest czymś niezwykle ważnym. Można doświadczy i porobić coś z dzieckiem razem, w tym samym czasie, odkładając na bok rozmaite problemy czy inne sprawy związane na przykład z pracą. W późniejszych latach, na pewno o wiele łatwiej może być rodzicom porozumiewać się z dziećmi. Myślę, że to jest właśnie duża wartość takiego bycia razem w przestrzeni warsztatowej.

Dawid: Na pewno wartością jest to, że rodzice dowiadują się jak ważna jest bliskość, że to ona jest podstawą. Nauka o komunikowaniu swoich potrzeb, czy o potrzebach dziecka, jest niezwykle ważna i cenna. Ten czas w jakości, jak wcześniej Zosiu wspomniałaś, kiedy nie robię nic innego, nie robię dziesięć rzeczy na raz, tylko jestem całkowicie poświęcony byciu z dzieckiem – to jest najważniejsze. Potrzebujemy poświęcić sobie pełną uwagę na to, by podtrzymać tę relację w bliskości. Dlatego taki program jest bardzo potrzebny.

Zosia: Tak jak wcześniej wspomniałaś, żebyśmy nauczyli się uczyć od dzieci: „Wznieś się na poziom dziecka” czyli ja mogę z nim być, podążać za nim i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Nie muszę mieć pomysłów na tysiące zabaw, umiejętności wycinania i malowania nie wiadomo czego, ale mogę po prostu być z dzieckiem i podążać za nim.

Magda: Bardzo Wam dziękuję, jestem wzruszona, bo tak cudowne treści się pojawiają i te rozmowy są tak niezwykle potrzebne, wartościowe, coś wspaniałego. Bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Zosia i Dawid: Życzymy powodzenia.

 

Więcej o ofercie Zosia i Dawida znajdziesz

na stronie tantralove.eu